piątek, 14 czerwca 2019

Praca, trudne chwile, zakończone urlopem.

Wybaczcie moje milczenie. Przepraszam również, że nie odpisałam na komentarze pod poprzednim postem.  Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie słowa wsparcia i za to że jesteście tu ze mną. Mimo mojej skąpej aktywności ostatnio, doceniam Waszą obecność.
Stało się, wróciłam do pracy... Ostatnio Olitoria zapytała kim jestem, więc mój zawód przestał być tajemnicą, zatem napiszę jeszcze raz wyraźnie: "Jestem pielęgniarką" Wykonuję ten niedoceniany, oceniany negatywnie, dość trudny zawód, który mimo wszystko mniej lub bardziej lubię. Cały czas aktywnie się dokształcam, aktualizuję wiedzę, ponieważ nie jestem tylko maszyną wykonującą zlecenia lekarza. To tak tytułem wstępu, ponieważ chciałam powiedzieć, że pierwszy dyżur był dziwny, ale kolejne na dobre wciągnęły mnie z powrotem. Tego się nie zapomina. Pracuję na takim oddziale, który wymaga ode mnie zaangażowania, wykorzystywania wiedzy, samodzielnych decyzji i szybkiej reakcji. Zatem ciężko mi to przyznać, ale mamy taki "młyn" aktualnie, że nie mam czasu tęsknić. Chwilami jesteśmy dwie, a pacjentów czterdziestu. Nie uskarżam się, piszę to tylko dla zobrazowania sytuacji... 
Chociaż może to i lepiej, że jest w tej mojej pracy, jak jest, ponieważ jest mi ciężko psychicznie. Boję się, że stracę coś ważnego, że coś mnie ominie, a Wiki wyrośnie za szybko. 
Pierwszy tydzień czerwca dziadkowie spędzali u nas, żeby zająć się małą, kiedy nas nie będzie w domu. Później udało nam się wzajemnie pogodzić grafiki, a wczoraj byłam zmuszona odwieźć naszego Skarba na tydzień do dziadków. Wracałam rycząc pół drogi, że życie jest do d... I że zamiast wszystkich 500+, dodatków socjalnych, kart dużej rodziny itp. nasze "kochane" państwo mogłoby dawać trzy letni urlop macierzyński, bo wychowawczy to lekka kpina finansowa, szczególnie jeśli masz do spłaty kredyt hipoteczny itp.
Młoda u dziadków jak na razie super, a ja skrobię ten krótki wpis będąc po jednej dniówce, przed następną dniówką dnia jutrzejszego...jednak z wielką radością, że zaraz po niej pojadę do Wiktorii i spędzę z nią niedzielę oraz poniedziałek, a potem wrócę i będę odliczać dni do naszego wyjazdu nad morze... :)