Co znajdziesz na blogu:

niedziela, 22 marca 2020

Świat w koronie.

Właściwie nie miałam poruszać tego tematu, jednak scroll-ując ostatnio fejsa, czy też insta, natykam się na masę informacji o koronawirusie oraz jeszcze więcej, zbędnych moim zdaniem, komentarzy. Dlatego patrząc, czytając i słuchając tego, co się ostatnio dzieje, stwierdziłam, że blog to moje miejsce, gdzie też mogę zabrać głos. Raz, a porządnie... 

Koronawirus... Chyba cały świat żyje ostatnio tylko tym. Czy się mylę? Temat faktycznie jest poważny. Między innymi dlatego, że wirus jest nowy, że nic o nim nie wiemy i ciężko walczyć z czymś czego się nie zna. Ponadto dość szybko się rozprzestrzenia, wydaje się być mocno inwazyjny i niestety może prowadzić do powikłań, a w konsekwencji śmierci. Nie mniej jednak wydaje mi się, że trochę tego w mediach za dużo. Bo czym innym jest budowanie świadomości, a czym innym podkręcanie statystyk, kolejnym mrocznym tytułem, teorią spiskową, po prostu zwyczajną medialną nagonką. Muszę przyznać, że sama dałam się wkręcić w te wiadomości, statystyki, strach i panikę, ale STOP. Nie chcę tym żyć. I chciałabym zaapelować też do Was. Przede wszystkim spokój, nie panikujmy.  Statystyki to tylko cyferki, na które można dwojako spojrzeć. Rejestrując każdy kolejny przypadek nakręcamy falę strachu, a musimy pamiętać, że grypa i inne choroby nie wyginęły, też zbierają swoje żniwo. Tylko koronawirus po prostu szybciej się przenosi, więc naprawdę należy dostosować się do pewnych zasad. Powiem Wam, że przerażają mnie komentarze, które przeczytałam. Same oszczerstwa, ocena, teorie spiskowe i tylko negatywne podejście. Nie próbuję powiedzieć, że mamy temat bagatelizować. Ja też się boję, jestem tylko człowiekiem, ale od naszego podejścia też dużo zależy. Strach i stres na pewno nie będą nam sprzyjać, a odnoszę wrażenie, że coraz bliżej nam do paranoi. Skoro natura tak się wobec nas zbuntowała, to my próbując się chronić, naprawdę zajmijmy się teraz swoim życiem, to jest właśnie ten czas. Czas dla nas. Cieszmy się, że nie jesteśmy chorzy, prośmy Boga o to, aby nadal nas przed tym chronił i żeby dał siłę i zdrowie tym, których wirus nie oszczędził. Oczywiście nikt z nas nie wie, co będzie za kilka dni, być może, ja, Ty, również zetkniemy się z "koroną", ale na tą chwilę uświadommy sobie, że tak naprawdę od nas zależy bardzo niewiele, że nie uratują nas pieniądze, pycha i duma, że natura może z nami wygrać, kiedy tylko zechce. Więc teraz zatrzymajmy się na chwilę i zróbmy to, co jeszcze możemy zrobić. Zastosujmy się w pełni do określonych zasad. 

Jesteś w kwarantannie, nie opuszczaj pod żadnym pozorem miejsca pobytu. Zgłoś jeśli Twój stan się pogarsza. Zgłoś jeśli masz jakieś potrzeby, ale nie wychodź i nie pomagaj wirusowi się rozprzestrzeniać. 

Natomiast wszyscy pozostali przyjmijmy zasadę #zostańwdomu i wychodźmy tylko wtedy, kiedy naprawdę musimy. Doceńmy ten czas, który mamy dla siebie, dla rodziny, dla dzieci. Jeśli już masz ten przywilej i możesz, to siedź na "czterech literach" i wykorzystaj to, bo na co dzień mówisz, że jesteś zabiegany. Uwierz mi, że są osoby, które nie mają wyboru, muszą pracować nadal, a z chęcią by się z Tobą zamieniły. Domyślam się, że nie jest łatwo w domu, że zdalna nauka to problem, że piękna pogoda zachęca do wyjścia, ale być może jeśli przetrwamy ten krótki czas, to szybciej wrócimy do "normalności", a łamiąc zasady, sami sobie kwarantanne przedłużamy, no i narażamy się jeszcze bardziej. 

I ostatnia  WAŻNA sprawa, to nie kłam, kiedy trafisz do szpitala. W Polsce wciąż podkreśla się kryterium kontaktu z kimś, kto może być źródłem wirusa, więc mówiąc, że nie miałeś/aś z nikim takim kontaktu, nie myśl tylko o rodzinie, przyjaciołach, znajomych, ale pomyśl o tym ile razy włóczyłeś się ostatnio po sklepie, galerii handlowej, byłeś na imprezie czy po prostu w miejscu pełnym ludzi i powiedz o tym personelowi medycznemu,  z sugestią, że nie wiesz kogo mogłeś w tych miejscach spotkać i tak naprawdę nie wykluczasz u siebie zakażenia koronawirusem. Na pewno ułatwi to wykrywanie kolejnych przypadków, szybszą profesjonalną pomoc i przede wszystkim nie uziemi niewinnych ludzi z personelu na kwarantannie, jeśli po kilku dniach okaże się, że jednak Twoje zakażenie to koronawirus. Przede wszystkim eliminujesz osoby, które są po to żeby pomagać, nie tylko tym z wirusem. Pamiętaj, że inne choroby, wypadki nadal istnieją, nie zniknęły wraz z epidemią. A po drugie, ludzie pracujący w szpitalu, też mają rodziny i chcą po pracy wrócić do swoich dzieci, mężów, żon, a nie zostać na dwa tygodnie w miejscu pracy, bo ktoś SKŁAMAŁ. 

I tak na koniec, STAN EPIDEMII to już i tak dużo. Nie prośmy tak bardzo o stan wyjątkowy. Zastosujmy się do tego co jest i to naprawdę powinno wystarczyć. Bo jak za chwilę nie będziemy mogli wyjść z domu, bez wyspowiadania się po co, czy też nie będziemy mogli odwiedzić kogoś w potrzebie albo zwyczajnie zobaczyć się z kimś nam najbliższym, kto mieszka w innym mieście i będzie nas potrzebował, to będzie płacz i zgrzytanie zębów. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że macie migrować, gdzie Wam się podoba, ale przynajmniej na razie, w sytuacji już dużego kryzysu, mamy choć odrobinę poczucia wolności, a wspomniany stan wyjątkowy odbierze nam to, co z tej wolności nam jeszcze pozostało.

Kiedy epidemia się skończy? Jaki będzie świat? Tego myślę, że na razie nie wie nikt. Ja chciałabym, aby wzrosła nasza samoświadomość, większa dbałość o higienę i dużo większy szacunek do natury. Byłoby wspaniale.


Ale na razie zawalczmy o tu i teraz 

#zostańwdomu i #niekłammedyka.

Ja i M. wciąż pracujemy, bo nie mamy innego wyjścia. Nie uciekamy z tonącego okrętu jako pierwsi, ale Ty zrób wszystko, żebyśmy nadal mogli dla Ciebie pracować.

Trzymajcie się zdrowo, dbajcie o siebie. I pozostańmy z nadzieją, że nasz świat długo w tej koronie nie będzie.