środa, 9 maja 2018

Początki naszego rodzicielstwa

Wybaczcie, że tak mało aktywności na blogu, ale dziecko zmienia wszystko. A takie wyczekane, wymarzone, upragnione, jak nasza Wiki, tym bardziej staje się całym światem i tylko dla "tego świata" chcesz poświęcać swój czas. Ale to oczywista, oczywistość. 
Zatem przejdźmy do uroków mojego macierzyństwa...
Od ponad trzech tygodni jesteśmy razem i uczymy się siebie nawzajem. Wiktoria zmienia się z dnia na dzień. Nie tylko w rozumieniu fizycznym, czyli przybieraniu na wadze, czy też zwiększaniu swojej długości, ale również obserwujemy zmiany w jej zachowaniu. Pierwsze chwile w domu Wiktoria właściwie przesypiała. Jednym słowem, przebieranie, karmienie, spanie i tak w koło. Dziś bywa już bardziej aktywna w ciągu dnia. Obserwujemy więcej okresów, kiedy jest ma otwarte oczka i obserwuje świat. Początkowo wydawała się też obojętna w stosunku do otaczającego ją świata, obecnie potrafi już, na krótko, nawiązać kontakt wzrokowy, odwraca głowę w kierunku dźwięków i wydaje się reagować na naszą obecność inaczej, niż na obcych. Wiktoria jest w miarę spokojna, lubi spacery i szybką jazdę autem (wtedy śpi). Nie przepada za kąpaniem, ale wciąż staramy się rozpoznać, co może ją denerwować i postaramy się rozwiązać ten problem, tak, aby wieczorny rytuał kąpania stał się przyjemnością dla całej naszej trójki. Jedyny krzyk pojawia się kiedy jest głodna. Oj zdrowe płuca ma nasze dziecko :)
Więc tak właśnie wygląda nasza bajka. Jest cudownie, jednak mamy za sobą też kilka niemiłych przygód...
Otóż Wiktoria jest wcześniakiem, zatem jest dużo bardziej wrażliwa, a jej organizm jest mniej dojrzały i podatny na różne dolegliwości. Moja córeczka karmiona jest mlekiem modyfikowanym i była to moja świadoma decyzja, ponieważ gorączka przy porodzie, antybiotyk i moja świadomość odnośnie mojej odporności, nie pozwoliły mi na karmienie piersią, ponieważ uważam, że nie dałabym jej nic dobrego. Cóż, może w niektórych oczach będę złą matką, ale jakoś to przeżyję, a ocenę tego, jaka jestem/byłam pozostawię mojej córce. 
Więc, wracając do naszych problemów. Początkowo zaczęliśmy walczyć z zaparciami i bólem brzuszka, co niespodziewanie zmieniło się w biegunki. Dwa dni "kupy" po każdym mleku skłoniły mnie do wyjazdu do szpitala. Bałam się odwodnienia. A u takiego maluszka oto nie trudno. Wiktorii nie da się do niczego zmusić, więc próby nawodnienia kończyły się fiaskiem. Spanikowałam i tydzień temu w niedzielę wieczór jechaliśmy na izbę przyjęć. Nasza córka odczuwała moje zdenerwowanie. W samochodzie zupełnie niepodziewanie zacisnęła piąstkę na moim palcu i przytuliła głowę do mojej ręki. Obiecałam, że jej nie zostawię. Na IP dość szybko nas przyjęto. Pani Doktor stwierdziła, że nie jest z nią źle, ale nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności postanowiła pozostawić nas w szpitalu. I tak po północy trafiłyśmy na oddział zakaźny z podejrzeniem zakażenia rotawirusem. Wiki i ja przeżyłyśmy trudne chwile. Mała była pokuta od prób założenia wenflonu. Ja nie spałam całą noc trzymając ją na rękach, ponieważ była niespokojna. Na sali warunki okropne. Nie było nawet ciepłej wody, nie miałam jak umyć butelek młodej, aby ją karmić. Za wejście do kuchni na oddziale, aby przelać butelkę wrzątkiem, dostałam opieprz, że z tej kuchni nie wolno korzystać. W poniedziałek od rana zrobiono badania, które nie wykazały nic niepokojącego. Kupy się uspokoiły, zakażenie nie potwierdzone, ale nie chciano nas wypisać, bo NFZ nie zapłaci za procedurę. Wypisaliśmy się sami, nie chciałam ryzykować zakażenia, szczególnie widząc Panią salową sprzątającą wszystko jedną szmatką i chodzącą w tych samych rękawiczkach od sali do sali, czyli od dzieci z zakażeniem, do dzieci bez zakażenia. W domu było jeszcze kilka problemów z brzuszkiem, ale daliśmy już sobie radę. Niestety ze szpitala przywieźliśmy pleśniawki, więc musiałam przez tydzień męczyć mojego Skarba okropnym smakiem Nystatyny w zawiesinie i obserwować łzy w jej oczkach po każdym podaniu leku. Pleśniawki zniknęły i mam nadzieję, że nie wrócą... Jednak po szpitalu została nam jeszcze jedna niespodzianka. Wiktoria jest niespokojna i większość czasu spędza na naszych rękach. Nie możemy nic zrobić. Śpi spokojnie tylko na spacerze, ale w domu jest problem... Mam nadzieję, że ten lęk jej minie. Wyjątek nastał dziś wieczór. Udało mi się położyć mojego Aniołka do łóżeczka i tak śpi już 50 minut, a ja mogę pisać ten post. Może to tez zasługa grającej karuzeli na łóżeczko, którą kupiliśmy, ponieważ przeczytałam, że taka karuzela stymuluje wzrok noworodka. I wiecie co nawet jest zainteresowanie ze strony małej. Bardzo nas to cieszy :) 
A teraz o tym, jakie były plany, a jaka jest rzeczywistość. Planując dziecko, a potem będąc w ciąży obiecywałam sobie, że nie będziemy brać dziecka do swojego łóżka, ale wszystko się zmieniło. Po pierwsze to miłe jak taki szkrab się przytula, poza tym ona przy nas czuje się bezpieczniej, a i trzeba przyznać, że w nocy nie chce się tracić czasu na usypiane i łatwiej przytulić szkraba w łóżku i zasnąć z nim :) I pewnie jeszcze nie jedno nasze postanowienie zostanie zweryfikowane przez życie.
To byłoby na tyle o początkach rodzicielstwa. 

czwartek, 26 kwietnia 2018

Tak bardzo nie mogłam się Ciebie doczekać.

Marzyłam o tym dniu, kiedy usiądę przed laptopem, zacznę pisać kolejny post, a obok mnie będzie leżała moja mała córeczka, mój Skarb, miłość mojego życia. 
Od śmierci Igorka minął ponad rok, ale ja mogę śmiało powiedzieć, że "Odzyskałam wiarę w marzenia." Moje marzenie ma piękne, cudowne oczka, czarujący uśmiech i najsłodsze na świecie rączki i nóżki. Nic więcej do szczęścia nie potrzeba.
Nie spodziewałam się tak szybko ją zobaczyć, ale był i jest to najwspanialszy widok każdego dnia.
A wszystko zaczęło się tak...

czwartek, 5 kwietnia 2018

W oczekiwaniu na 37+

Minęły Święta, a my tuż po, mieliśmy wizytę u lekarza. 
35 tydzień 3 dzień. 
Najpierw wykonane KTG: czynność skurczowa macicy w porządku, pojedyncze, delikatne skurcze, ale jeszcze nie porodowe. Serduszko Naszego Maleństwa jak dzwon, bije prawidłowo. Jednak kolejne badanie nie przyniosło już tak radosnych wieści. Doktor zbadał szyjkę i padły słowa, których chyba jeszcze się nie spodziewałam. Szyjka zamknięta, ale skraca się, rozpulchniona, Młodej spieszy się na Świat, ponieważ już bardzo mocno uciska główką na szyjkę. Później badanie USG, tam wszystko w porządku. Wiktoria waży 2,5kg, pozostałe wymiary też prawidłowe. Moja mała kruszynka ze swoimi długimi nóżkami :).

sobota, 24 marca 2018

Wracają wspomnienia, pierwsza rocznica...

Za mną przerywana okresami bezsenności, długa, ciągnąca się noc. Dziś mija dokładnie 365 dni od najgorszych słów usłyszanych w moim życiu: "serduszko nie bije".

wtorek, 20 marca 2018

Formalności po stracie oraz prawa przysługujące rodzicom po śmierci dziecka.

Dyskusja pod jednym z postów na blogu, który obserwuję "Droga nie na skróty." natchnęła mnie do napisania tego postu. Jeśli jesteś mamą lub tatą dziecka utraconego i los sprawił, że trafiłaś/eś na tego bloga szukając informacji o tym, co dalej, to liczę na to, że ten post pomoże Tobie odnaleźć się w formalnościach związanych z prawami, jakie przysługują rodzicom po poronieniu.

niedziela, 18 marca 2018

Pluszowy miś - kołysanki/piosenki dla dzieci.

Przyczepiło się i nie chce wyjść z głowy, ale jak śpiewam to Młodej się podoba, bo się uspokaja. Może po porodzie też będzie to lubiła. Bardzo wiele razy śpiewałam to mojemu bratankowi, jak był malutki i pomagało zwrócić jego uwagę i wzbudzić uśmiech :)

wtorek, 13 marca 2018

Jesteś w ciąży i stajesz się niewidzialna.

Mój brzuszek raczej nie jest już niewidoczny, więc przyznam, że ostatnio zdarza mi się testować nasze społeczeństwo, pod kątem spostrzegania kobiet w ciąży i ewentualnej uprzejmości ze strony ludzi nas otaczających.