sobota, 6 października 2018

Pędzące chwile.

Z zamiarem napisania nowego posta noszę się już kilka dni, tylko jakoś zawsze coś innego jest ważniejsze. Obserwując świat, nabierając własnych doświadczeń często chodzi mi po głowie wiele myśli, które chciałabym spisać, ale niestety z braku czasu umyka mi dany temat. Oczywiście to nie Wiki jest tak wymagająca, że nie mam tego czasu, ale ja chyba zrobiłam się jakaś mniej ogarnięta, może to jakieś jesienne przesilenie. Co prawda ząbkujący, ciekawy świata maluch jest absorbujący, ale nie, aż do tego stopnia. To ja uświadomiłam sobie, że chwile uciekają tak niesamowicie szybko, że nie chcę tracić ani jednej, więc poświęcam czas Wiktorii, a wtedy, kiedy śpi wykonuję wszystko inne, tak, żeby mieć czas dla niej. W końcu macierzyński jest dla niej i pragnę ten czas wykorzystać maksymalnie. Wiki za chwilę skończy pół roku, a ja nie wiem, kiedy to minęło. Na pewno zdecydowanie za szybko. Początki były trudne, ale było, minęło. Teraz też bywają ciężkie dni, ale tych radosnych jest zdecydowanie więcej, więc chcę łapać je wszystkie, bo miną bezpowrotnie. Wspaniale kiedy nadchodzi ten czas, że dziecko budzi się z uśmiechem, kiedy okazuje radość na widok rodzica, kiedy płacze tylko wtedy, żeby okazać jakąś swoją potrzebę. Rozwój małego człowieka jest tak niesamowity!!
Może jak Wiki przestanie mnie tak bardzo potrzebować złapię te wszystkie moje uciekające myśli i będę pisać częściej...

A na razie tak krótko o tym, co u nas:
Za nami wspaniałe pierwsze wakacje. Spacery nad morzem i pobyt w obcym miejscu nie stanowił dla naszego Skarba żadnego problemu, więc bawiliśmy się cudownie i trafiliśmy na upalne wrześniowe lato, więc tydzień nad morzem zaliczamy do udanych.

Tydzień temu odważyłam się po raz pierwszy zostawić Wiki z moimi rodzicami na pół dnia i noc, ponieważ my wybraliśmy się na wesele. Czas tylko dla rodziców. My trochę się wybawiliśmy, pogadaliśmy z rodzinką, a wnuczka nacieszyła się dziadkami. Nie będę ukrywać, że łatwo mi nie było. Z jednej strony fajnie było się tak zresetować i oderwać na chwilę, ale z drugiej tęskniłam za nią. Myślałam, że Wiki da dziadkom popalić, ale twierdzą, że było ok. Faktycznie za każdym razem jak dzwoniłam, nie słyszałam, żeby płakała, więc mam nadzieję, że rodzice byli ze mną szczerzy i wnuczka oszczędziła ich cierpliwość. Moją często testuje i nadużywa, ale zaraz po akcji płaczu potrafi uśmiechnąć się od ucha do ucha i cała wewnętrzna złość odchodzi jak za pomocą czarodziejskiej różdżki.

Mamy za sobą kolejne szczepienie, które zostało przyjęte dużo lepiej, niż poprzednie. Waga i wzrost prawidłowe. Wiki jest długa (wysoka), ubranka 74 i 80.

Do diety nie włączyliśmy nic nowego, ponieważ mleko i obiadek wystarczają, więc na razie nie mamy potrzeby zmian. Staram się urozmaicać dietę jeśli chodzi o obiadek, więc czasem są to dania ze słoiczków, a czasem sama gotuję, ziemniaczki, kalafior itp. Musów owocowych Wiki nie lubi, ale pije rozcieńczone wodą soki, więc chociaż w ten sposób przyswaja witaminy z owoców. Kolejnym etapem zmian ma być kaszka zamiast jednego mleka, ale póki starcza jej mleko nie chcę jej dorzucać dodatkowych kalorii.

Przed nami chrzciny, skromne, tylko dla chrzestnych i dziadków. Jesteśmy ludźmi wierzącymi, liczy się dla nas fakt Chrztu, ale nie mamy parcia na wielką imprezę, czy też rozgłos, albo pośpiech w tym temacie. Dlatego Chrzest jest w sobotę i dopiero teraz.

Z moją psychiką bywa różnie, szczególnie, że zbliża się 16. października, czyli dzień w którym Igor kończyłby rok, gdyby urodził się w terminie. Marzec i październik są to trudne miesiące, bo wtedy myślę za dużo, za często. Od czasu do czasu palimy światełko na cmentarzu, a ja ronię łzy za każdym razem kiedy czytam tabliczkę Igor 2017. To nigdy nie przestało boleć mniej. Mniej myślę, ale boli tak samo... Dobra koniec tych smutków.

Więc to tyle o tym co u nas, a coś bardziej konstruktywnego postaram się napisać, jak czas nieco zwolni. ;)