Co znajdziesz na blogu:

czwartek, 10 sierpnia 2017

Nadzieja... Podobno umiera ostatnia ... serio?


Nadzieja. Dość powszechnie używane słowo, a czy ktoś z nas zastanawia się, co znaczy...


"Nadzieja - życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i niepewność, że tak się stanie. Pojęcie nadziei traci sens przy wartościach skrajnych subiektywnego prawdopodobieństwa sukcesu." https://pl.wikipedia.org/wiki/Nadzieja_(psychologia)


Niejednokrotnie w swoim życiu powiedziałam: "mam nadzieję..." z głęboką wiarą, że to czego pragnę zostanie rozwiązane w sposób pozytywny. I pewnie wiele raz tak było, ale będąc w ciąży po raz drugi, też mówiłam, że mam nadzieję i "nadzieja" zapomniała o mnie. Minęło już 139 dni. I wciąż czuję, że coś zabrało kawałek mojego serca, mojej wiary, miłości i nadziei...

Zdaje się, że zbyt szybko wróciłam do pracy, nie byłam jeszcze gotowa na "normalne" życie. Stres, bieg, adrenalina i brak czasu nie sprzyjają regeneracji umysłu, psychiki. Od powrotu minęły już 2 miesiące, a ja na palcach jednej ręki mogę policzyć dni pracy, w czasie których, temat związany ze stratą, badaniami, czy ponownym staraniem, nie był poruszony. Na to nie byłam gotowa. Kompletnie mnie to rozwala, burzy całą moją wizję pozytywnego podejścia do życia. Chciałam stawić temu czoła, iść z uśmiechem, ale to jest silniejsze ode mnie, wraca jak bumerang...


Może wszystko właśnie przez pojęcie nadziei?


Przez całe dotychczasowe życie towarzyszy mi dziecięca naiwność, łatwowierność, że ludzie są dobrzy, że każdemu można ufać, że nikt nie chce Cię krzywdzić, a każdy człowiek, chce szczęścia dla drugiej osoby. Tyle już razy się o tym przekonałam, że tak nie jest, a wciąż pozwalam się ranić, wciąż wierzę... Dlaczego?


Nie próbuję tutaj napisać, powiedzieć, że świat, ludzie są źli, ale trzeba naprawdę stawiać siebie na pierwszym miejscu, a potem oddawać się całej reszcie, bo nikt nie doceni naszego poświęcenia, nikt go nawet nie zauważy. A my wciąż będziemy żyć z nadzieją, że jesteśmy dla kogoś ważni. A ważni jesteśmy tylko dla najbliższych, to tylko oni kochają bezwarunkowo. Ja wiem, że moja rodzina jest ze mną i chyba tylko ona, ale dalej będę wierzyć w ludzi, choć zawiodą, jednak taka już jestem. Nie umiem stawiać siebie na pierwszym miejscu i jak jestem dla kogoś to zawsze na 100%. Tak pozostanie, a ja z uśmiechem na twarzy zniosę każdą porażkę, a łzę na policzku zobaczą tylko Ci, którzy zostaną, Ci nieliczni. Smutne, ale bardzo prawdziwe.


Natomiast, jeśli Bóg da mi szansę na bycie mamą, przynajmniej wiem, że wychowam moje dziecko na egoistę, uczciwego, szanującego, bez obojętności, ale egoistę. Na pewno nie takiego "wrażliwca" jak ja. Mnie ludzka krzywda nie jest obojętna i wiadomo dużo jest takich osób jak ja. Piękne to jest. Szkoda tylko, że bardzo rzadko doświadczam tego, że moja krzywda kogoś obchodzi. Dlatego już nie narzekam, nie mówię, że mi źle. Wysyłam uśmiech, po co narażać się na to, że Twoje problemy nikogo nie obchodzą. A przekazując śmiech, możesz chociaż liczyć na "odwet" w tej samej postaci. Dobre i tyle...

Tylko tutaj na blogu, mniej lub bardziej anonimowo, mogę wylać swój smutek, bo nie wolno też zbyt wiele dusić w sobie, bo się przeleje i nie damy rady tego wchłonąć. Niestety nasze serce jest pojemne, ale do granic, jak każda gąbka, garnek...itp.

Tyle jest we mnie lęku, którego nie umiem przezwyciężyć, ogarnia mnie, pochłania w całości. Pod poprzednim postem zarzucono mi brak wiary, wiary w Boga. Może i słusznie, bo owszem nie czuję tej wiary. Bóg życie daje i życie odbiera i robi co chce, a my mamy tylko i aż zaufać, że wie, co robi. Dla matki, która tarci dziecko, to jest nie do zrozumienia, nie do ogarnięcia. Sorry, ale naprawdę nie!!

Chcę żyć na 100%, brać z życia całymi garściami, powiedzieć znów "mam nadzieję..." i czuć, że mogę wszystko. Bardzo chcę! Boję się tylko tego momentu, w którym umrze nadzieja. Co wtedy?

Tęsknię w każdej sekundzie, każdej chwili ... ale nadzieję jeszcze mam...

2 komentarze:

  1. W takich chwilach nie trzeba nic mówić, trzeba po prostu być przy Tobie, potrzymać Cię za rękę, podać chusteczkę, przytulić. Pomóc Ci przejść przez te trudne chwile i pomóc uwierzyć w lepsze jutro. Jestem z Tobą i bardzo trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję... Tak, to jest to czego potrzeba. Czasem czyny są ważniejsze niż słowa...

    OdpowiedzUsuń