środa, 2 stycznia 2019

Święta, Nowy Rok ... szczęście stanem umysłu ... kilka dylematów i mały miszmasz.

Szczęście jest podobno odzwierciedleniem stanu naszego umysłu i chyba coś w tym jest. Nasze Święta stały pod ogromnym znakiem zapytania. Tato chory, nie było pewne, czy wyzdrowieje do świąt, tzn, czy przestanie zarażać. My, ja i mąż, dwa tygodnie przed, rozsypani totalnie. Mega silne przeziębienie. A ja na tydzień przed świętami doznałam bólu kręgosłupa i zostałam wyjęta z życiorysu. A chata nie posprzątana, na wigilię nic nie zrobione... Co prawda ból nadal nie minął i wciąż jestem na lekach, jednak przestał być na tyle uciążliwy, że mogę cokolwiek robić, czytaj zajmować się dzieckiem. Na przekór wszystkiemu, wierzyłam jednak, że będzie ok i było. Ostatecznie w Wigilię rano, spakowani, w miarę ogarnięci, jechaliśmy do rodziców. I wiecie co? Było fajnie, ale, czy magicznie? Nie wiem. Tę magię zauważa się chyba tylko wtedy, kiedy jest się dzieckiem, ale było miło. Chociaż tak, jak cały świat przyspieszył, tak i wydaje mi się, święta przeleciały jak błyskawica. Odnoszę wrażenie, że kiedy byłam dzieckiem, nie mijały tak szybko. A też jechaliśmy do dziadków na ostatnią chwilę, prosto na Wigilię, jednak biesiadowanie trwało, jakby bez końca, kolejne dni świąt również. Był czas na spacer, zabawę, gry, taki wewnętrzny spokój. A te nasze, pierwsze święta minęły ekspresowo i pod dziwną presją czasu, bo Wiki zaraz będzie jadła, bo jest zmęczona i chce spać, bo już musimy się zbierać do tych i do tamtych, bo trzeba się pakować i jechać do domu. Może gdybyśmy spędzali święta, tylko w jednym miejscu, tak, jak ja kiedyś, tylko u dziadków, to byłoby spokojniej. Mimo wszystko było sympatycznie, ciepło i rodzinnie. Z jednym drobnym wyjątkiem, kiedy w dzień powrotu zapodziałam bransoletkę, którą dostałam od mojego M. po narodzinach Wiki. Nie muszę Wam mówić, jaki to był horror dla mojego umysłu. Oczywiście skończyło się, jak zawsze. Diabeł ogonem przykrył. Mimo tysięcznych razy zaglądania do torby, w której bransoletki nie było, ostatecznie po ok. 3h godzinach, właśnie w tej torbie się znalazła. 

Sylwestra i Nowy Rok spędzaliśmy już u siebie, sami, we troje. Wiki dotrwała do północy, z małą drzemką ok. 23-ciej. Obejrzała fajerwerki z uśmiechem od ucha do ucha i rozemocjonowana miała problem z zaśnięciem, jednak ostatecznie ok. 1:30 się udało.

Niestety mojego M. też dopadł ból kręgosłupa, równo tydzień po mnie, ale tak bardzo, że totalnie nie mógł się ruszyć. (tzn. myślę, że to taki sam ból, jak u mnie, ale wecie to facet, wspaniały, ale tylko facet). Wylądował u lekarza, dostał mnóstwo leków i oboje się zbieramy w sobie. Chociaż cała ta sytuacja ma swój jeden wielki plus, ponieważ doszliśmy do wniosku, że czas, aby Wiki na noc też zaczęła z powrotem sypiać w łóżeczku. Wedle mojej oceny, kiedy mała śpi z nami, zachowujemy pewnie nienaturalne pozycje i podświadomie wyginamy się, odsuwając się od niej i ma to zapewne negatywny wpływ na nasze kręgosłupy. Tak więc łóżeczko na noc tarci trzy szczebelki (żebym w razie czego mogła włożyć rękę) i jest przysuwane do naszego łóżka. Wiki (odpukać) zaakceptowała ten stan rzeczy i zasypia w łóżeczku, śpiąc w nim grzecznie do rana. Mam nadzieję, że tak pozostanie. Razem z M. trochę dziwnie się czujemy bez młodej w łóżku, ale liczę na to, że też zaakceptujemy tę sytuację. Jedyne co jet minusem, to kiedy spała z nami, miałam większą kontrolę nad tym, aby była przykryta, więc teraz chyba zainwestuję w śpiworek, żeby "kopytka" Wiki nie marzły, bo skarpetki są "beeee" (zresztą ja ją rozumiem).

Jeśli chodzi o jedzenie, stworzyłam potwora. Mała z chęcią pochłaniałaby wszystko, co tylko my jemy, chrząkając, kaszląc i zwracając na siebie uwagę, za każdym razem, gdy przyuważy, że my coś przeżuwamy. W święta np. pochłaniała sernik, ciasto pierogowe. A w domu wcina kotlety mielone, schabowe, rybki (oczywiście bez panierki), zupy krem, ziemniaki i suche pieczywo. Jedyne słoiczki jakie są ok, to spaghetti i leczo z tych obiadowych, bo deserki ze słoiczków wcina i kaszki też są ok.

Przejdźmy do tych dylematów z tytułu. Niestety macierzyński nie ubłagalnie gna do przodu, co oznacza, że za 4 miesiące muszę wrócić do pracy. Oczywiście jeden dylemat, to co z Wiki, żłobek, opiekunka, kumulacja pracy i zawożenie na kilka dni do dziadków... Tego nie wiem, mam nadzieję, że do końca stycznia podejmiemy tę decyzję. Ja mam jednak jeszcze jeden problem. Otóż, czy wracać do miejsca z którego odeszłam. Lubię to miejsce, lubię tę pracę, jej system, względną swobodę decyzji i wykazywania się wiedzą, ale miejsce to nie wszystko, liczą się też ludzie. Kiedy odchodziłam było średnio, teraz podobno w obliczu wspólnego wroga (wyzysk i niskie pensje) zespół się zgrał, tylko ja jakoś przestałam się czuć jego częścią. Może to ze mną coś nie tak, a może powinnam zacząć od nowa, bo tam już coś było i jest spalone i nie da się odbudować. Kiedy jeszcze pracowałam, każdy obgadywał każdego, a teraz niby jest jedność, ale mnie nie ma, a ja nie wiem, co się mówi o nieobecnych i do tego nie mam jak się bronić. Jednak pozostaje jeszcze jedna sprawa. Chcieliśmy zawsze mieć dwoje dzieci i nadal chcemy. W obliczu tego jak to było z nami i że nie wiemy, jak to znowu będzie, a przecież nie młodniejemy, nie zamierzamy jednak czekać 6-7 lat, tylko postarać się nieco szybciej. Nie tak zaraz, ale myślę o powrocie do pracy na rok, dwa, max trzy lata. A jeśli zmienię pracę, to wiecie, czekanie na umowy na stałe, budowanie swojego wizerunku itp... No i do tego fakt maluszka i ewentualna konieczność korzystania z opieki nie pozwoli pokazać się, w dobrym świetle, w nowym miejscu. Ehh..., to jest mój największy noworoczny dylemat, zaraz po opiece nad Wiki...
Ależ się rozpisałam, zatem to by było na tyle. Miszmasz wiadomości o nas. 

Szczęśliwego Nowego Roku:

P.S. Na święta kupiliśmy Wiktorii huśtawkę mocowaną do sufitu, Zawisła w salonie, a młoda, aż trzęsie się z radości, kiedy się buja. Ekstra pomysł. Polecam :)



20 komentarzy:

  1. Huśtawka ekstra sprawa dla dzieciaczka, czytałam już kiedyś, że nie dość że daje niesamowitą radość to jeszcze stymuluje rozwój mózgu 😊
    Odnośnie opieki nad Wiki to nie zazdroszczę Ci dylematu, sama nie wiem co bym zrobiła... 🤔 Z jednej strony byłoby mi bardzo ciężko oddać dziecko do żłobka, a z drugiej strony wydaje mi się, że do opiekunki nie miałabym zaufania... Ale to pewnie dlatego, że jak byłam w ciąży i miałam mnóstwo czasu na głupoty to naoglądałam się w tv takiego programu o nianiach i rodzicach, którzy mieli w domu ukryte kamery, podglądali co się dzieje w domu podczas ich nieobecności no i tam się wyprawiały zawsze różne cyrki 😀 Mam znajomych, którzy są bardzo zadowoleni z niani, a znam też osoby, które musiały oddać dziecko do żłobka i są bardzo zadowolone (dziecko też) 😉
    Jeśli macie takie plany odnośnie drugiego dziecka to może faktycznie warto wrócić do tej samej pracy i przekonać się samej jak tam teraz jest. W zasadzie zawsze możesz sobie poszukać innej pracy i odejść stamtąd jeśli atmosfera będzie niezdrowa. Tak byłoby dla Ciebie najbezpieczniej 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się kochani czujecie z Waszymi kręgosłupami? Jest jakaś poprawa? Ja chyba też ostatnio mam mały problem z plecami, od kilku dni jak wstaję rano z łóżka to mam wrażenie, że kręgosłup mam po prostu sztywny, w sensie jakby mi te wszystkie kostki i kręgi zastygły w miejscu 😳 I to chyba niestety od noszenia małej (a to przecież jeszcze nie jest ciężkie dziecko...) 😐 Czasem jak ją przewijam w salonie i stoję nad nią pochylona przez kilka minut to się potem wyprostować nie mogę, jak jakaś babcia normalnie... 😱
      Więc mam drugie postanowienie noworoczne, czyli codziennie robić kilka ćwiczeń na kręgosłup, żeby go wzmocnić, a przynajmniej trochę porozciągać, bo jeszcze duuuuużo noszenia przede mną 😊

      Usuń
    2. To tym bardziej się cieszę z zakupu huśtawki, bo o rozwoju mózgu nie czytałam, ale to super 👌 😉
      Co do niani, to mam dokładnie te same odczucia, dlatego jest to dla mnie dylemat, chociaż o żłobku również nie mam pozytywnego zdania. Wiadomo, że są super nianie, ale boję się właśnie sytuacji z programu tv. Bo ja np. miałam nianię, kiedy miałam nieco ponad rok i biorąc pod uwagę fakt, że dzieci z tamtego okresu nie pamiętają praktycznie nic, to ja to akurat pamiętam, bo kobieta nie pozwalała mi nic robić, tylko leżeć i się modlić. Dobrze, że szybko wyszło, że jest nieodpowiednia i rodzice jej podziękowali, ale trauma widać była, bo do tej pory mogę ten obraz przywołać przed oczami. Nota bene Pani ta była byłą przedszkolanką... 🙁
      A co do pracy, dokładnie tak myślę, że chyba wrócę i albo przemęczę ten rok czy dwa, albo zmienię jeśli będzie bardzo źle. 😊
      Kręgosłup boli mniej, ale wciąż jestem na lekach bo boję się odstawić. Mąż też ma cały czas leki, które dostał od lekarza i też zobaczymy co będzie jak się skończą. Ja mam to co piszesz. Rano cała sztywna, w ciągu dnia się poprawia, a czasem po schyleniu ciężko się wyprostować. Więc trzeba się wziąć za te kręgosłupy, ćwiczenia, może basen...

      Usuń
    3. Oj tak, bo jeszcze trochę noszenia przed nami 😉 Z basenu sama chętnie bym korzystała... gdybym chociaż potrafiła pływać 😀

      Usuń
  2. Tyle tego, że nie wiem od czego zacząć. To prawda, że dawniej święta były magiczne i dłużej trwały. Było tak, jak piszesz i czas na gry, na spacery, itp. No, ale najważniejsze, że masz rodzinę, bo ja już niestety od lat w wąskim gronie naszej trójki. Jest fajnie, nie twierdzę, że nie, ale jednak żal czasami, że tak nas mało przy stole.
    Gdy Tamaluga była w wieku twojej Wiki to też żarła na potęgę. Kiedy nie spojrzałaś to ruszała buzią. Potem, gdy zaczęła samodzielnie się przemieszczać to już nie miała czasu na jedzenie i z kolei martwiłam się, że nie je. Teraz bywa różnie. Przed drzemką w ciągu dnia daję jej coś lekkiego (chociaż domaga się mleka), wtedy budzi się głodna i ładnie zjada obiad.
    Jeśli kręgosłup boli was oboje, to prawdopodobnie masz rację i wynika to ze spania z małą. Mam nadzieję, że to nic poważniejszego, ale ból dość długo się utrzymuje, więc wiesz, kontroluj, i w razie czego do lekarza! Powiem ci, że Tamaluga spała z nami tylko kilka nocy na początku i wtedy faktycznie wiliśmy się jak jaszczurki żeby jej krzywdy nie zrobić :-D Natomiast gdy moja Wika była niemowlakiem, to tak sobie załatwiłam rękę od noszenia jej, że na pogotowiu wylądowałam. A najlepsze, że nie zdawałam sobie sprawy, że to od noszenia.
    Teraz odnośnie pracy... Nie wiem gdzie pracujesz, jaka sytuacja na rynku w tym zawodzie. Wiem tylko, że nie ma nic ważniejszego od relacji z ludźmi, atmosfery w pracy. Nawet kasa nie jest tak wazna, jak właśnie ten klimat, który sprawia, że do pracy idziesz z przyjemnością. Gdy u mnie robiły się kwasy to natychmiast bez żalu rozglądałam się za nową. Gdy mój macierzyński na Wikę przeszedł w wychowawczy to akurat zaszłam w ciążę z Oliwią, więc automatycznie przedłużyłam wolne o kolejny macierzyński i zyskałam więcej czasu na zastanowienie. Jeśli naprawdę musisz tam wrócić to wróć, obadaj sytuację i w razie czego szukaj sobie czegoś w międzyczasie. A jeśli nie musisz to nie wracaj i zostań z Malutką tak długo jak się da. Praca nie jest najważniejsza. Oczywiście to tylko moje spostrzeżenia, niczego nie chcę ci narzucać, bo sama musisz zdecydować.
    Dużo szczęścia, zdrowia i miłości nie tylko na ten rok! :-)
    Boszszsze, ale się rozpisałam, sorry :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście w "wąskim gronie naszej piątki" miało być, ale jako typowa matka policzyłam tylko dzieci, a siebie i Tomka już nie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że się rozpisałaś. Tak właśnie myślałam, że trójka to w odniesieniu tylko do dzieci 😊
      Nas w sumie też gigantycznie dużo nie ma, bo moi rodzice, nasza trójka i brat z żoną i dzieckiem (tylko akurat przybyli dopiero po Wigilii, więc też skoromnie) ale masz rację fajnie jest, jak jest rodzina 😊
      Wiki rzeczywiście jadłaby wciąż, choć jak nie chce to wypluwa, ale grubaskiem nie jest, więc jest ok, a jak mówisz, że potem to się zmienia, to już w ogóle super.
      Co do kręgosłupa to obstawiałam jeszcze jakieś powikłanie po przeziębieniu, bo oboje byliśmy chorzy i oboje te kręgosłupy, ale noszenie też się pewnie przyczynia. Spanie razem wyeliminowane, więc liczę na poprawę. Na razie jesteśmy na lekach, zobaczymy co będzie jak odstawimy. Jak się nie poprawi to pójdę do lekarza, chociaż M. był i skończyło się też na przeciwbólowych tylko silniejszych niż te bez recepty. Cóż zobaczymy...
      Jeśli chodzi o pracę, wrócić gdzieś muszę, bo wychowawczy nie pozwoli nam się utrzymać, nie ma szans. Mogłabym być odrazu w kolejnej ciąży, ale już w trakcie L4 podniosłam swoje kwalifikacje co znacząco wpłynęło na moje zarobki, więc chciałabym wrócić i że tak powiem dostać co mi się należy i potem znowu mogę być w ciąży 😉
      Co prawda w moim zawodzie pracy podobno jest wszędzie pełno, ale też trzeba się cenić i wybierać mniejsze zło. A w mojej ocenie tam gdzie pracuję, lekko nie jest, ale też nie można aż tak bardzo narzekać. Także chyba wrócę, a jak poczuje że już do tego stada kompletnie nie pasuję to będę uciekać.
      Teraz, ja się rozpisałam... 😉

      Usuń
  4. O rany, współczuję tego bólu kręgosłupa, sama kiedyś tego doświadczyłam...pomogła mi rehabilitacja ale trzeba niestety mieć dwa tygodnie czasu, dzień w dzień. polecam pilates, gdybyś kiedyś czegoś szukała! :)
    I faktycznie - o co chodzi z tymi ginącymi rzeczami?! Ile razy wywalam torbę a potem faktyznie znajduję w niej zgubę...czy ktokolwiek kiedykolwiek to wyjaśnił?!
    Co do starań - JUST DO IT. Rodzina jest najważniejsza, reszta zawsze jakoś się ułoży :) Trzymam kciuki mocno, mocno! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, faktycznie trzeba się wziąć za jakieś ćwiczenia, bo dobrze by było, żeby jeszcze kilkadziesiąt lat kręgosłup posłużył...
      Co do drugiego dziecka, to tak jak pisałam w odpowiedzi Olitorii, muszę wrócić, żeby poprawić zarobki, znaczy odebrać to co mi się słusznie należy, a potem znowu powalczymy i mam nadzieję, że kolejny raz też pozytywnie. 😊
      Ale masz rację, jak się myśli pozytywnie i wybiera to co ważniejsze to reszta jakoś się układa, zawsze 😉

      Usuń
    2. Jasne, nie daj się! Coco jamboo i do przodu jak mawiał klasyk ;)

      Usuń
  5. Hej :) a wiesz, że ja pracowałam jako niania :)? Byłam opiekunką dla trójki dzieci u dwóch rodzin. Z każdą z nich się mocno zaprzyjaźniłam i choć dzieciaki już mają po 10 lat to nadal mamy bardzo serdeczne kontakty :) Jeśli mogę coś poradzić, to na rozmowę zaproś kilka kandydatek i kieruj się sercem (no dobra, rozumem też. Ale myślę, że zobaczysz, która ma to coś)
    Jeśli chodzi o pracę i atmosferę tam panującą to jedyne co ja bym Ci radziła to nie przejmować się na zapas. Wrócisz i zobaczysz, jak się sprawy mają. Może faktycznie zespół się zgrał i będzie Ci łatwiej wrócić do swoich obowiązków? Nie ma co rozkminiać o czymś, o czym nie przekonasz się, dopóki sama nie zobaczysz jak jest faktycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Dzięki za komentarz i super, że wróciłaś to przede wszystkim :*
      Tak właśnie myślę, głos serca to podstawa. Podobno można wyczuć dobrego człowieka i na to liczę. Dzięki za rady.
      Co do pracy to raczej wrócę, żeby samemu obczaić, co i jak i wtedy będę podejmować decyzje. Nie ma co martwić się na zapas, tak jak mówisz.

      Usuń
  6. A co do huśtawki to tak jak pisała Aga z drogi nie na skróty- dzieki ujaniu tworzą się nowe połączenia neuronowe w mózgu. W ogóle wszelkie formy bujania i naprzemienne poruszanie się, począwszy od tych w brzuchu, późniejsze bujanie na rękach, raczkowanie, chodzenie- wszystko ma ogromny wpływ na rozwój mózgu, dlatego ważne jest, żeby raczej nie pominąć ich w rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam o tym, ale bardzo mi się to podoba. Huśtawkę kupiliśmy dla frajdy, bo ja miałam i super to wspominam. A tu proszę jeszcze wsparcie w rozwoju, ekstra :)

      Usuń
  7. Sesi, skąd u Was tak potężny ból kręgosłupa? Jej, współczuję, bo to musi być naprawdę uciążliwe. U mnie gorączka minęła i człowiek z godziny na godzinę wraca do zdrowia, a Wy pewnie ani spać, ani ułożyć się, ani nic zrobić :((

    Trudno mi coś poradzić odnośnie dziecka, wiem, że od razu bym się nie zdecydowała pewnie, bo to szaleństwo ;), ale u nas było inaczej, dostaliśmy telefon, że Misia już się urodziła (miała 1 dzień), więc miałam do wyboru przyjąć ją lub nie. Z jednej strony na pewno racja, że to wszystko tyle trwa, nie wiadomo jak będzie, z drugiej jednak nie ma też co się spieszyć. Zaufaj temu co czujesz i na pewno będziesz wiedziała co dalej :)) Jeśli bardzo pragniesz drugiego dziecka to nawet się nie oglądaj ;)

    Nasza Elsa miała huśtawkę taką 3w1 (bujaczek, huśtawka, leżaczek) i uwielbiała ją. Spędzała tam mnóstwo czasu. Teraz też obie kochają się bujać, ale to już inny wymiar :D

    No to teraz a propos opieki. U nas jest dobry żłobek, dlatego nawet się nie zawahałam, żeby tam oddać dziewczynki. Być może gdybym kogoś znała (np. taką Misscarp ;)) to brałabym pod uwagę opiekunkę, ale tak to skąd ją wziąć? Poza tym wiedziałam, że tam mam wykształcone nauczycielki, które nie tylko opiekują się dzieckiem, ale również rozwijają je pod innym względem. U nas niestety jak słyszę to panie opiekunki ograniczają się do tego, żeby nic się dziecku nie stało, czyli bezpieczeństwa. A te w żłobku pomagały odpieluchować, uczyły prostego DIY, funkcjonowania w grupie itd.

    Uwaga. Ostatnia rzecz :D Ja też tęsknię za magią Świąt, takich jakie pamiętam jako dziecko. Chciałabym, żeby dziewczynki były szczęśliwe w tym okresie, pamiętały go tak jak ja, choć marzę o dużym spotkaniu, gdzie wszyscy się zbierają i radują ze wspólnego świętowania. eh marzenia...

    Koniec wywodu. Buziaki :* Mam nadzieję, że poczujecie się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że ten kręgosłup, to raczej jakieś takie zapalenie stawów i mięśni i myślę, że to ten wirus. Na lekach jest znaczna poprawa, tylko strach je odstawić. Mąż ma brać jeszcze przez tydzień, bo tak ma zapisane od lekarza, a ja mając na uwadze, że biorę słabsze leki, pobiorę jeszcze przez dwa tygodnie, a potem zobaczymy. Mam nadzieję, że przejdzie.

      Ze względów finansowych tak od razu też nie mogę, bo tak jak pisałam wyżej już w trakcie L4 podniosłam swoje kwalifikacje i wpłynęły one na moją wypłatę, więc chciałabym wrócić i dostać, co mi się należy. ;)
      Poza tym zawsze chciałam różnicę wieku 6lat i więcej, więc niech będzie chociaż te 3 ;)
      Huśtawka jest naprawdę super - Wiki banan na twarzy.

      Ja mam jakieś negatywne odczucia, co do żłobka, ale wszystko pozostaje kwestią przemyślenia. Chociaż my z mężem oboje pracujemy na zmiany, więc łatwiej chyba nam będzie z opiekunką.

      Magia Świąt, mam nadzieję, że w dziecięcych oczach nadal jest, że to tylko my dorośli widzimy inaczej.

      Dzięki :* buziaki

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że wirus szybko sobie pójdzie, bo obawiam się, że dłuższe zażywanie tabletek może się skończyć jak u mnie, eh :( Tak czy siak trzymam mocno kciuki za Was!

      Jeśli nie zależy Wam na małej różnicy wieku to faktycznie na luzie :) Tak jak piszesz - idź i wyciągnij od nich to, co Ci się należy finansowo. Na darmo przecież się nie starałaś podnieść kwalifikacji ;)

      Ze żłobkiem Cię rozumiem, faktycznie trzeba mieć dobrą i zaufaną placówkę. Zatem trzymam kciuki za znalezienie odpowiedniej niani. Ciekawa jestem ile u was taka przyjemność kosztuje. U nas taka za 2 - 2.5 tys to nic nie robi tylko czuwa, by dziecku nic się nie stało. Gdybyś chciała, żeby coś z tym maluchem pracowała, to dołóż drugie tyle. Tak to musisz wszystko naszykować, by pani się przypadkiem nie napracowała za dużo ;)
      Współczuję pracy na zmiany :( Widzę jak to ciężko, choćby właśnie organizacyjnie.

      Ja też nadal wierzę w magię Świąt. My dorośli po prostu widzimy za dużo ;)

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że nie będą to, aż takie koszty, bo wtedy to mnie się nie opłaca pracować. Nam jest potrzebna niania na godziny, nie na pełen etat, więc liczę, że będzie to trochę niższa kwota. 😊
      Nigdy nie chciałam małej różnicy wieku, wręcz przeciwnie, ale po tych wszystkich przejściach za długo też nie chcę zwlekać. Jednak chociażby na poprawę zarobków na potencjalnym L4 czy potem macierzyńskim, rok muszę przepracować i to na pewno uczynię, bo tak jak mówisz na darmo się nie kształciłam. 😊
      Zmniejszam już ilość tabelek na dobę i mam nadzieję że ten ból już nie wróci. 😊

      Usuń
  8. O tak, święta są magiczne w dzieciństwie a gdy dorastamy, musimy zająć się organizacją, dziećmi i takimi przyziemnymi sprawami, magia gdzieś ucieka... Co do kręgosłupa, mam też z nim stale problemy, śpię z córką bo jeszcze ja karmie i zawsze budzę się w jakichś dziwnych pozycjach, a potem nie mogę się schylic... Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku :) Trochę późno ale długo mnie nie było...

    OdpowiedzUsuń