poniedziałek, 25 czerwca 2018

Emocje, stres, czy choroba afektywna dwubiegunowa?

Nie tak wyobrażałam sobie te chwile, kiedy zostanę mamą. Wydaje mi się, że życie doświadcza nas bardziej niż innych. Mąż wciąż powtarza, żeby widzieć tylko pozytywy, ale ja nie potrafię. Wpadam w jakąś pułapkę czarnych myśli i wydaje mi się, że zawsze już tak będzie. Kiedy udaje nam się wyprostować jeden problem, zaraz szybko pojawia się kolejny, a ja czuję, że moje rezerwy wytrzymałości się wyczerpują. Wiadomo, że nie myślałam, że będzie tylko różowo. Jednak świat, który karmi nas kolorowymi, słodkimi obrazkami maleństw i ich zadowolonych rodziców, niejako daje podstawę do tego, aby myśleć, że tak właśnie będzie.
Początki takie były, zaspokojenie potrzeb naszego malucha wystarczało, aby dać jej poczucie bezpieczeństwa, a nam wewnętrzny spokój, a potem zaczęły się te cholerne "kolki" i zburzyły cały cudowny świat, na tyle, że pojawiły się momenty zwątpienia, rozczarowania i braku chęci do czegokolwiek. Swoją drogą, że nikt nie próbuje zgłębić tego tematu bardziej, tak, żeby pomóc dzieciaczkom, a nie tylko zwalać winę na "nie dojrzałość organizmu". Wyczerpaliśmy wszystkie sposoby pomocy: zmiana mleka, bujanie, noszenie, leki, okłady, masaże i te ostatnie wydały się najskuteczniejsze, albo po prostu ten najgorszy czas już minął, ponieważ (nie zapeszając) od ponad tygodnia, w tej materii, jest duuuuużo lepiej. Bywają chwile bólu i cierpienia, ale równie szybko przechodzą, jak przyszły, Wiki spędza czas w swoim leżaczku lub na macie, a także w łóżeczku i coraz łatwiej dokonać w domu innych czynności, niż tylko noszenie, tulenie Naszego Skarba.
Ale nie jest tak kolorowo, "kolki" się zmniejszyły, ale mnie zaatakowała choroba, na tyle silna, że skończyło się antybiotykiem i zarażeniem Wiktorii. Na szczęście u niej przybrała łagodniejszą postać, tylko przeziębienia. Wyniki badań potwierdziły zakażenie wirusowe, ponieważ w przypadku konieczności antybiotykoterapii groził nam pobyt w szpitalu (a to byłaby opcja nie do przetrwania). Jednak choroba to choroba, Wiktoria ma zatkany nosek, a jej własny kaszel wybudza ją ze snu. I tak jest w tym wszystkim cudowna, ale widok zmarnowanego przez chorobę dziecka, wyciska łzy. Do tego bycie matką ogranicza logiczne i racjonalne myślenie, a moje, nasze wcześniejsze doświadczenia, tylko potęgują panikę. I tak nawałnica z emocji, stresu i bezsilności powoduje dziwne rozmyślania, czy na pewno byłam gotowa, czy tego chciałam. Chwilami myślę sobie, że życie z maluchem to wiele trudności, że tęsknię za tymi leniwymi popołudniami, kiedy byłam sama, robiłam, co chciałam. Tęsknię za tym, aby wysprzątać mieszkanie, wykąpać się i usiąść z filiżanką kawy, ulubionym serialem lub książką i delektować się czasem dla siebie, którego kiedyś, tak bardzo nienawidziłam. Za tym, że robiłam co chciałam i kiedy chciałam i za tymi chwilami bliskości z moim M., za wieczorami z butelką whisky i coli spędzanymi na tarasie w letni czas. Za spontanicznymi decyzjami i wyjazdami nad morze, czy po prostu w Polskę, pozwiedzać... Kiedyś to wszystko było niczym, wobec posiadania potomstwa, a teraz trochę mi tego brakuje. Teraz każda chwila musi być zaplanowane, co do minuty, bo światem rządzi mały człowiek, dla którego pora karmienia jest święta i strach ją naruszyć, bo kończy się gigantycznym płaczem. 
Czy jestem rozczarowana? Muszę być szczera, że chwilami chyba tak. Wszystkie te negatywne doświadczenia nie pozwoliły mi ucieszyć się tak maksymalnie i zakodować tylko te słodziutkie obrazki. Na szczęście chwile zwątpienia szybko rozwiewa uśmiech Wiktorii i wtedy myślę, że tak nie będzie zawsze, a ja zatęsknię za tym czasem, kiedy Wiki była malutka i tak bardzo mnie potrzebowała. Czasem chciałabym wolnej chwili, a tęsknię za nią, kiedy znikam na przysłowiowe "5 minut".
Ehh... sama nie wiem, czego chcę... dziecko tak zmienia nasz świat, że bliska droga do zaburzeń psychicznych i rozdwojenia emocjonalnego. Mam tylko nadzieję, że nie jestem w tych odczuciach osamotniona.

11 komentarzy:

  1. Czekałam na Twój kolejny wpis i cieszę się, że nadal znajdujesz chwilkę na napisanie czegoś o Was, choć pewnie nie zawsze jest łatwo. Początki mieliście trudne, nie można temu zaprzeczyć, w szczególności, że jesteś niedoświadczoną, bo świeżą mamą, a to jest jeszcze większe wyzwanie. Ale cieszę się, że już widać jakieś dobre zmiany na horyzoncie. Mam nadzieję, że teraz będzie już coraz lepiej i że będziesz coraz mniej rozdarta 😙 Ja to się sama zastanawiam jak to będzie u nas, tak jak mówisz, macierzyństwo otoczone jest takimi idealnymi obrazkami maskującymi wszelkie niedoskonałości i trudności, a życie często okazuje się być dużo bardziej wymagające. Ja to już w ogóle przez 4 lata zdążyłam sobie usnuć w głowie tak wspaniałą wizję macierzyństwa, że mam tylko głęboką nadzieję, że nie będzie się ona aż tak bardzo różnić od rzeczywistości, która mnie zastanie (wiem, że będzie ciężko, na to też się nastawiam). Zresztą ciągle powtarzam mężowi że mam takie różne przemyślenia, on mnie zapewnia, że będzie wszystko dobrze, a ja się w sumie cieszę, że mu o tym powiedziałam, bo wiem że on mnie wesprze w razie czego. Zresztą nawet jestem w trakcie tworzenia posta na ten temat 😉 Dużo zdrówka dla Waszej rodzinki 😚😚😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy 😊 Faktycznie trudno o wolną chwilę, no, ale jest ich coraz więcej, choć teraz wydaje mi się, że przez chorobę Wiki więcej śpi.
      W takim razie czekam na Twoje przemyślenia, jak już dzidzia będzie na świecie, ale faktycznie wzajemne wsparcie to podstawa! U nas bywa różnie, bo stres i brak wolności rodzą konflikty, ale w gruncie rzeczy mogę liczyć na mojego męża, a bez niego byłoby słabo.

      Usuń
    2. To najważniejsze, że macie siebie nawzajem. Trudne momenty między Wami zapewne i tak będą się zdarzać - tak jak w każdym związku, w szczególności jak mamy do czynienia z zupełnie nową sytuacją, ale grunt to rozmawiać i nie zamykać się na siebie. Buziaki Sesi i już z niecierpliwością czekam na kolejne Twoje wpisy 😙

      Usuń
    3. Siemanko nie ma u nikogo, bo tak się nie da. Nawet jeśli ktoś twierdzi, że u niego jest inaczej. Ale grunt to wychodzić na prostą. A przy małym dziecku, pierwszym dziecku wzajemne wsparcie jest najważniejsze.
      Miło, że ktoś ma ochotę czytać te moje przemyślenia. 😊 😘
      Postaram się co jakiś czas coś wrzucić.
      Chociaż co prawda miałam skończyć pisać, jak odzyskam marzenia.

      Usuń
    4. Nie wyobrażam sobie, żebyś już miała nic nie pisać... Wiem, że może miałaś takie założenie, ale byłoby super gdybyś jednak została w naszej wirtualnej społeczności 😊 Przemyśl to jeszcze 😚

      Usuń
    5. Na razie jeszcze będę pisać 😊

      Usuń
  2. Pisz Sesi, pisz :) Choć pewnie teraz każda chwila jest na wagę złota. Taki kryzys chyba ma każdy, ale nie każdy o tym mówi. Życie się zmienia i nikt do końca nigdy nie jest na to przygotowany. Chyba, że to kolejne dziecko- wtedy już wiesz co i jak. Cierpliwość przy niewyspaniu i nieogarnianiu naprawdę szybko obniża swój próg, tego się właśnie obawiam. Mój mąż jest kochany, jednak niestety nie mogę o nim powiedzieć że jest ostoją spokoju i boję się że takie sytuacje o których piszesz będą generować niepotrzebne kłótnie. A wsparcie w tych pierwszych miesiącach jest przecież kluczowe. No nic, życie zweryfikuje.
    Pocieszające jest to, że kolki prawdopodobnie już ustają i teraz będzie już tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że następny wpis będzie już bardziej pozytywny, bo też nie chcę powiedzieć, że bycie rodzicem to jakaś trauma. 😉
      Jest to na pewno wyzwanie i to takie na które nikt nie jest gotów. Tylko od dziecka i jego samopoczucia zależy, jaki to będzie dla nas czas. 😊
      Niestety trudno o spokój, kiedy dziecko płacze kolejną godzinę, a ty sprawdzasz wszystko po kolei i nic nie działa i nadal nie wiesz co mu jest.
      Ja i mój mąż raczej nie należymy do tych spokojnych i bardzo się tego bałam, ale niespokojne dziecko, raczej jednoczy, niż oddala, więc to jest pozytywne. 😊

      Usuń
  3. Tak, pisz koniecznie :) bo my czekamy na wieści, co u Was :)
    Myślę, że na pewno łatwiej byłoby odnaleźć się w nowej rzeczywistości gdyby ktoś z rodziny zaoferował pomoc. Dobrze, że możesz liczyć na męża. To piękne czytać o tym, że dziecko tylko wzmocniło relację :)
    Pierwsze dziecko jest wielkim wyzwaniem, bo wszystko jest nowe a do tego dochodzi zmęczenie, niewyspanie i stres.oczywiście nie mogę się doczekać tego momentu pojawienia się Malutkiej ale też boję się. Często zastanawiam się czy dam radę i czy będę dobrą mamą.
    Uściski dla Was i buziaczki dla Wiktorii❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy 😊 chyba każda mama się boi, ale dla dziecka jesteś zawsze najlepsza, ono kocha bezwarunkowo 😍
      Faktycznie cieszę się, że nasze małżeństwo narazie potrafi przetrwać kryzysy i mąż wspiera mnie maksymalnie.
      Oczywiście bywają spięcia, ale grunt, że wychodzimy z tego obronną ręką 😊
      Was również serdecznie pozdrawiamy 😘😘

      Usuń