poniedziałek, 11 czerwca 2018

Nigdy nie mów nigdy.

Kiedyś bardzo spodobało mi się to stwierdzenie i posiadam nawet taki napis na ścianie, aby często sobie to uświadamiać, jednak wciąż łapię się na tym, że zarzekam się: "że ja nigdy", a potem nagle wychodzi zupełnie inaczej... ehh... ale do rzeczy.
Od kiedy Wiktoria jest z Nami minęło już 8 tygodni, a ja jestem dumna, a zarazem załamana swoim macierzyństwem. Będąc w ciąży, po tak wielu przeżyciach obiecywałam sobie, że NIGDY nie będę zła, że nie ważne jak ciężko by było będę uśmiechniętą, radosną mamą, bo przecież w końcu mogę nią być. Jednak rzeczywistość okazała się bardziej brutalna, niż myślałam. Wiktorię dopadły kolki i zaczął się etap marudzenia, kłopotów ze spaniem i ciągłe przebywanie na rękach. A w naszych głowach pojawiła się frustracja i zmęczenie. Nerwy zaczęły dawać o sobie znać. Zaczęłam bać się sama siebie, bo przecież nie mogę denerwować się na maluszka, bo ona i tak nic nie rozumie, a moje nerwy to jeszcze większy niepokój u niej, ale łatwo się mówi. We mnie się gotowało, nie miałam cierpliwości. Przez chwilę nawet pomyślałam, że nie byłam na to gotowa. Brak możliwości zrobienia czegokolwiek (zjedzenia śniadania, napicia się, czy pójścia do toalety) pogłębiały moje niezadowolenie. Stan rzeczy trwał kilka dni, a ja bałam się, że depresja czai się za rogiem, ale udało się. Pierwszy odwzajemniony uśmiech mojego dziecka pomógł zmienić podejście. Z każdym kolejnym dniem jest coraz lepiej. Wzrok naszego malucha się poprawia, więc Wiki zaczyna interesować się światem, więc coraz łatwiej o krótkie chwile, kiedy mogę ją odłożyć i zrobić coś dla siebie. Bywają gorsze dni, ale kto ich nie ma, a w końcu to przecież kobieta. Nie jest to jeszcze to, co było w mojej wyobraźni, ale mam nadzieję, że i do tego dojdziemy, że będę miała wysprzątany dom, ugotowany obiad i szczęśliwe zaopiekowane dziecko. Na razie mam tylko to ostatnie (tak myślę), a reszta wykonywana na zmianę z mężem.
Mimo wszystko bycie matką jest wspaniałe. Nie wyobrażam już sobie nawet minuty życia bez mojego dziecka, choć to życie bez niej było spokojniejsze i bardziej leniwe. Teraz czas upływa niesamowicie szybko. Priorytetem jest dziecko. Ono ustala rytm dnia i ono daje chwile wolności dla rodziców. Największy plus jaki ma moje dziecko to przesypianie nocy. Początkowo były pobudki co 3h, ale teraz potrafi spać, bez przerwy, nawet 6h, co znacznie poprawia komfort naszego snu.
Mówiłam też sobie, że nie będę chuchać i dmuchać, a jednak troskliwość i nadopiekuńczość rodzą się same i ciężko o trzeźwe, racjonalne myślenie. Do tego strach o dziecko, który pojawia się już w ciąży nie mija, a wręcz nasila się. Przeżywając horror po pierwszej wizycie szczepiennej o mało nie dołączyłam do grona "zwariowanych mamusiek" przeciwnych szczepieniom, ale tak to już jest. Jak chodzi o Twoje dziecko, to liczą się uczucia, nie wiedza medyczna. Na szczęście już wszystko ok, ale przed kolejnym szczepieniem będę bardziej zdystansowana i poproszę o rozmowę z pediatrą i bardziej wnikliwą obserwację przed szczepieniem.
Nie muszę pewnie też dodawać, że kupiłabym młodej wszystko co się da, ale tu staram się zachować zdrowy rozsądek, choć i tak zmniejszył się, niż ten obiecywany sobie, jeszcze przed ciążą.
Wszystko co napisałam powyżej brzmi dość pozytywnie, więc może teraz trochę negatywów. 
Nasze społeczeństwo nie jest kompletnie gotowe na młode mamy. Idąc z wózkiem, często albo nie jesteś zauważana, albo stajesz się intruzem. Kiedy dziecko zaczyna płakać, czujesz na sobie wzrok wszystkich i jesteś zażenowana. Do tego zawsze znajdzie się uprzejmy doradca, który wie, co jest Twojemu dziecku, albo skomentuje, że nie potrafisz się nim zająć. Starajmy się tym nie przejmować i nie zwracać na to uwagi. Każda matka wie, co najlepsze dla jej dziecka.
Druga sprawa, to ta medyczna. Preparaty witaminowe dla dzieci, zalecane masowo przez pediatrów kompletnie nie są dopasowane do dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym. Kiedy dziecko wypija już całkiem sporą ilość MM, to okazuje się, że może otrzymywać nadmiar witamin, jeśli jeszcze podajemy coś dodatkowo i nagle pojawiają się problemy z brzuszkiem i wszystko zrzuca się na "kolki" i 100 pierwszych dni, a może można to złagodzić racjonalnie gospodarując witaminkami. Jednak wszystko trzeba analizować samemu, bo pediatrzy (przynajmniej Ci na NFZ) się do tego nie przykładają. Dobrze, że "tryb matka" odpala się naprawdę automatycznie i nagle nie wiesz skąd, ale wszystko wiesz i dajesz sobie radę. 
Mimo zmęczenia, braku czasu dla siebie, postępy w rozwoju naszego Skarba, każdy kolejny uśmiech dają kopa i siłę na resztę życia.
Tak więc NIGDY nie mów NIGDY.

P.S. Moja córka od ponad godziny spała sama, nie na moich rękach, więc mogłam napisać ten post i mam wielką nadzieję, że takich chwil będzie coraz więcej, w końcu Wiki musi też być bardziej samodzielna. A mi przestaną umykać wszystkie przemyślenia, jakimi chciałabym się z Wami podzielić.


16 komentarzy:

  1. Właśnie u siebie w komentarzach pisałam o mojej koleżance, która niedawno urodziła i zmaga się z depresją pomimo długich starań o dziecko. I też wydawać by się mogło, co zresztą zauważyłaś, że po takich przejściach absolutnie nie będzie się narzekać a jedynie być szczęśliwa i uśmiechnięta. A ja właśnie myślę, że my, po przejściach bardziej jesteśmy narażone na depresję poporodowa, bo chciałybysmy, aby naszemu dziecku niczego nie brakowało i było świetnie zaopiekowane. A nigdy nie jest idealnie. Jesteśmy w ciąży 9m ale tak naprawdę poznajemy nasze dziecko dopiero po narodzinach. Musimy się poznać nazwzajem, nauczyć. A pierwsze dziecko to juz w ogóle jest wyzwanie, bo są to doświadczenia, których nie znamy.
    I też zauważyłam, że w społeczeństwie jest tak jak napisałaś- ja najbardziej obawiam się mojej teściowej i jej mądrych rad i "bystrego" oka. Narazie jej głupie komentarze w stosunku do mnie zbywam, czasami też coś odpowiem adekwatnego ;) ale gdy pojawi się Mała nie będę udawać, że nie słyszę, boże wejdą mi na głowę;)))
    Uściski dla Was :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, trzeba się nauczyć siebie, poznać rodzaje płaczu i zacząć odczytywać potrzeby.
      Pewnie masz rację, że jak się tak długo czeka to tym bardziej martwią Cię chwile, kiedy nie dajesz rady i do depresji już bardzo blisko.
      A co do mądrych rad, cieszy mnie fakt odległości od rodziny i mądrości, jednak koleżanki też potrafią mieć dużo do powiedzenia, a ja uważam, że naprawdę każda mama wie najlepiej 😊 i staram się nikomu nic nie radzić, odpowiadam tylko jak jest u nas.

      Usuń
    2. Mam takie samo zdanie jak Ty-każda mama wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka🙂 bo to ona jest z nim 24h/dobe a nie babcia czy ciocia 😉

      Usuń
  2. Sesi, bardzo czekałam na ten wpis, od kilkunastu dni codziennie zastanawiałam się co u Was, jak sobie radzicie i przede wszystkim jak mała odnajduje się w nowym świecie 😊 Ale najbardziej chyba byłam ciekawa Twoich świeżych macierzyńskich przemyśleń, wiem, że często wyobrażamy sobie jedno, a życie okazuje się zupełnie inne, mniej kolorowe i bardziej wymagające. Sama zaczynam mieć takie chwile, że zastanawiam się czy podołam temu wyzwaniu, niby tyle kobiet zostaje matkami i jest to takie naturalne, że każda daje sobie radę, a jednak pragnienie szczęścia i zapewnienie wszystkiego co najlepsze swojemu dziecku robią swoje... Ja jeszcze nie wiem tego w praktyce, ale już wiem, że powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" jest najprawdziwsze na świecie - i nie mówię tu tylko o macierzyństwie ale ogólnie o życiu, bo często zarzekamy się na jakiś temat, a na koniec i tak życie weryfikuje nas i naszą rzeczywistość i na koniec zmienia lub zmusza nas do zmiany naszych planów lub zamiarów. Cieszę się, że zaczynacie lepiej funkcjonować , i że malutka już się do Ciebie uśmiecha, taka reakcja z jej strony potrafi naprawdę rozjaśnić dzień 😊😊😊 Widzę też bardzo korzystną i optymistyczną zmianę barw na blogu - cudnie 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że takie chwile zwątpienia ma każda matka, tylko mało która się do tego przyznaje, ponieważ świat nie pozwala matką na marudzenie. Świat widzi tylko same "Matki Polki" będące zadowolone z każdej minuty swojego życia.
      Ja nie będę ukrywać różowo nie jest, ale będzie przecież lepiej i zapewne minie tak szybko, że zatęsknimy za tym małym płaczącym szkrabem. Choć teraz jestem spełniona, szczęśliwa, ale cholernie zmęczona...
      Taka letnia zmiana barw... Dziękuję 😘

      Usuń
    2. Dokładnie, poza tym każdy ma prawo do chwili słabości i przede wszystkim ma też prawo, żeby o tym mówić - i otrzymać pomoc. To na pewno minie bardzo szybko, Wiki zacznie raczkować, potem chodzić, i zanim się obejrzysz będzie chodzić do szkoły :) Moja sąsiadka "przed chwilą" też urodziła córeczkę, a dziś mała ma pół roku :) Ja sama czasem nie ogarniam prędkości, z jaką ucieka nam czas, a jak będzie z nami dziecko to już w ogóle moja czasoprzestrzeń się zapętli :D

      Usuń
    3. Mnie też się generalnie wydaje, że ona się dopiero urodziła, a to już dwa miesiące... Zaczynam już myśleć co dalej skoro ten czas tak szybko leci, a my oboje musimy pracować, a przecież Wiktoria nie może być sama...

      Usuń
  3. Oj tak, to zapewne kolejny trudny temat do przemyślenia i krok do wykonania. W sumie w grę pewnie wchodzi albo opiekunka albo żłobek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie raczej to pierwsze, ale znaleźć kogoś godnego zaufania... Ehh...

      Usuń
    2. Najgorsze jest to, że my oboje pracujemy na zmiany i o ile od rana kogoś znaleźć to pewnie mniejszy problem, o tyle nie wyobrażam sobie, żeby ktoś obcy miał się zajmować moim dzieckiem w późnych godzinach wieczornych, albo w nocy.

      Usuń
    3. No właśnie, to ciężki temat więc dobrze, że macie jeszcze czas, aby wszystko przemyśleć i zastanowić się na spokojnie nad możliwościami. Ja nie wiem czy zaufałabym opiekunce, przecież to zupełnie obca osoba, no chyba że już sprawdzona i polecona przez kogoś znajomego.

      Usuń
    4. Ja też nie wiem, czy zaufam, ale prawdopodobnie nie będziemy mieli innego wyjścia... Trudny temat, ale zacznę się martwic od listopada...

      Usuń
  4. Witaj,

    jestem mamą chłopca, który do 7 miesiąca walczył z kolkami. Już myślałam, że one się nigdy nie skończą. Zapraszam do przeczytania wpisu na moim blogu:
    http://matkamimowszystko.pl/skuteczne-sposoby-na-kolke-u-niemowlat/

    OdpowiedzUsuń
  5. https://matkamimowszystko.pl/skuteczne-sposoby-na-kolke-u-niemowlat/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wolnej chwili zapoznam się 😊

      Usuń