Najwspanialszy prezent.

Ostatnio odnoszę wrażenie, że z moim dzieckiem nadajemy na tych samych falach. Co prawda moje zachowania osiągnęły poziom 6m+, ale całkiem dobrze mi z tym. Swoją drogą, czego to człowiek nie zrobi, żeby jego dziecię było szczęśliwe, a kontakt z rodzicem się pogłębiał. 
Jeśli chodzi o doprowadzanie Wiki do śmiechu, ostatnio wystarczy, że się na nią spojrzę  i uniosę brwi, bajerując moje dziecko oczami i już jest śmiech. Zabawa w "Akuku" też potrafi wzbudzić rechotanie Wiki. Tatuś zrobił się nieco zazdrosny, ale cóż samotne popołudnia z mamą owocują w szereg głupot, tylko po to, żeby ten czas mijał pod hasłem "Wszechogarniająca radość." 
Bardzo polubiłam też nasze rozmowy, co prawda mówiąc językiem Wiki nie bardzo rozumiem, co mówię (mam nadzieję, że jej nie obrażam), ale grunt, że dziecko mi odpowiada, jest uśmiechnięte i zadowolone i mogłoby gadać bez końca. 
Dokonaliśmy także ostatnio zakupu krzesełka do karmienia, bo leżaczek przestał zdawać egzamin, ponieważ nasze dziecię zaczęło kopać w trzymaną przez nasze ręce miseczkę, a co za tym idzie jej zawartość zaczęła lądować wszędzie, nie tylko w buzi Wiktorii. Teraz kopniaki otrzymuje taca krzesełka, ale na miseczce nie robi to wrażenia. Skoro poruszyłam już temat jedzenia, to powiem Wam, że stworzyłam potwora... 😉 No trochę przesadziłam, ale rozpieściłam moje dziecko podawaniem posiłków przygotowanych samodzielnie (części naszych obiadów) i słoiczki stały się kompletnie nieatrakcyjne smakowo, więc teraz trzeba stawać na głowie i wymyślać, gotować i cudować, a chciałam być tylko fajną mamą i dałam dziecku spróbować odrobiny czerwonego barszczu. Aczkolwiek ma to swoje plusy, bo nie chce mi się bawić w kompletnie osobne gotowanie, więc my z mężem rezygnujemy ze "śmieciowego" jedzenia, na rzecz pysznych, domowych, obiadków "jak u mamy". Może będziemy zdrowsi i trochę schudniemy, zawsze przyda się zrzucić 2-3kg. 
Krzesełko przydaje się również do ćwiczenia siadania, ponieważ kładąc na tacy różne zabawki, Wiki sięga po nie, odrywając tym samym plecy i wówczas chwilę samodzielnie siedzi, chyba nawet o tym nie wiedząc, bo posadzona na podłodze nadal chwieje się na boki i do tyłu. 
Wiktoria w ostatnim czasie odzyskała także pamięć, ponieważ pierwsze obroty ćwiczyła już w 5 mż, po czym zupełnie zapomniała jak to się robi i teraz znów od kilkunastu dni obraca się wte i wewte mając przy tym sporo radości, w przeciwieństwie do nas, kiedy ćwiczy te obroty np. w trakcie przewijania czy ubierania. Jeśli robi to na podłodze dla zabawy, to cieszy nas to ogromnie.
Z racji, że nadeszły chłody, już znacznie rzadziej można nas spotkać na spacerach. Jeśli wychodzę to na krótko, bo zimno i nie chce mi się łazić, bo ze mnie okropny zmarźlak. Trochę mi tego szkoda, bo spacerówka i zima to kiepska sprawa. Dziecko by sobie pooglądało świat, a tu trzeba się opatulić, godzinka i do domu. 
Ale jak zima, to chociaż jeden wielki plus: Boże Narodzenie. Tego nie mogę się doczekać najbardziej. Nasze pierwsze święta we troje. Tak mi się marzy celebrować te święta i pokazać je Wiktorii takimi, jakie ja znam z dzieciństwa, takie ciepłe, rodzinne. Chciałabym nie zatracić tej atmosfery, bo wydaje mi się, że gdzieś to wszystko zanika, święta stają się chłodne i każdy tylko narzeka. A ja w tym roku zamierzam się cieszyć, mogę po raz milionowy wysłuchać "Last Christmas...", pochodzić po przystrojonych galeriach i sklepach i nacieszyć swoje oko tym małym świątecznym kiczem: bałwankami, reniferkami, gwiazdkami, bo jestem szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa! Więc żyjąc tą radością, nawet poczyniłam już pierwsze zakupy:


Teraz obmyślam prezenty, co tu by kupić naszemu Skarbowi, bo dla nas nic nie potrzeba, my mamy już swój najwspanialszy prezent.


Komentarze

  1. Nie pozostaje mi nic tylko cieszyć się razem z Wami ❤ Jakie to jest wspaniałe, że do szczęścia może nam już nie brakować niczego, czy to w ogóle możliwe? Człowiek nie marzy o takiej sytuacji nawet w najśmielszych snach, bo zawsze jest coś, dzięki czemu możemy być szczęśliwsi, a jednak Wy macie już wszystko ❤ A w zasadzie wszystkich 😉😍 Ja też już wyczekuję świąt, aczkolwiek jest tak zimno i nieprzyjemnie na dworze, że też strasznie żałuję, że nie można już tak sobie hasać z wózeczkiem... 😐🧣🧤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W obliczu tego jak wiele można stracić i jak bardzo można na kogoś czekać, to wszystko co wydaje nam się do szczęścia niezbędne staje się niczym. Bo czym jest drogi samochód, duży dom, lepszy telefon, droga luksusowa wycieczka? Niczym, jeśli nie masz tego co najważniejsze. Więc myślę, że śmiało można powiedzieć, że nic więcej do szczęścia już nie potrzeba, bo szczęście już mamy, a reszta tych prozaicznych marzeń może się spełni, może nie, ale nie są one niezbędne do życia. A życie bez dziecka, dla mnie byłoby życiem bez tlenu, czyli czymś niemożliwym. 😊

      Usuń
  2. Święta z dzieckiem nabierają zupełnie nowego wymiaru i... sensu. Odtąd święta odzyskują swoją magię, bo "robi" się je głównie dla dziecka. Tak przynajmniej ja to odczułam. Robiłam wszystko, żeby moje dzieci zachowały najlepsze świąteczne wspomnienia i tak jest. Ja też dobrze wspominam moje święta w dzieciństwie, chociaż wiem, że miały sporo wad, np: alkohol na stole (dziadek z wujkiem popijali, i choć nigdy się nie upili i trzymali klasę, to jednak alkohol był), wyganianie nas - dzieci do pokoju, bo dorośli chcą pogadać, mała sztuczna choinka, zmuszanie do zjedzenia wszystkiego... U nas jest całkiem inaczej :-)
    Wyobraziłam sobie twoją Wikę podczas karmienia. Kopanie to tylko początek. Szybko zacznie się domagać jeść sama, a wtedy, kochana, zaopatrz się w kilka metrów folii malarskiej,oraz sztormiak i kalosze - to dla ciebie. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że bardzo czekam na święta, bo chociaż bywało różnie, to mimo wszystko święta z dzieciństwa wspominam radośnie, to czekanie, magia i śmiech. Kiedy zabrakło mojej babci to jakoś tak wszystko straciło sens, a teraz mam dla kogo się starać w te święta, dla Wiki, żeby miała te miłe wspomnienia 😊 u mnie w domu też pojawiał się alkohol, dopiero po pasterce na rozgrzanie, ale to też wspominam pozytywnie, bo nas dzieci nikt nie wyganiał i czasem był śmiech i żarty do białego rana 😉
      A co do karmienia to pewnie masz rację... Młoda już wyciąga łapki do miseczki i łyżeczki, więc kto wie, kiedy przyda się strój żeglarza?!
      Dzięki za komentarz. Pozdrawiam 😊

      Usuń
  3. Boże pamiętam jak z wielką tęsknotą wyczekiwałam pierwszych Świąt, a tu co? Lipa. Ząbkowanie i nieprzespane noce ;) Z drugą było to samo, tylko delikatniej ;) Eh, życie weryfikuje plany dorosłych. Mam nadzieję, że spędzicie wspaniałe i magiczne Święta, taki kilkumiesięczny maluch jest już ogarnięty, siedzi przy stole z innymi, ogólnie super :)

    Jeśli chodzi o karmienie to my dla Elsy kupowaliśmy słoiczki tak do 11 miesiąca, z prostej przyczyny. Było łatwiej, nie musieliśmy myśleć o alergiach i takie tam. Ale już młodsza się nie dała haha. Chciała być taka jak siostra i co jej tam będą jakieś słoiki wciskać jak wszyscy jedzą zupę nakładaną z garnka :D I tak jak piszesz Ty, "rozpuściła się" i to był koniec słoiczków. Jedyne co to zajadała się gruszką Williams, nie pamiętam z jakiej firmy.

    Wszystkiego dobrego dla Waszej rodzinki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz... Bo te dni z ząbkowaniem bywają koszmarne i wtedy nie ma radości. Mam nadzieję, że ominie to Święta, bo pragnę ich w tym roku jak niczego na świecie i obiecałam sobie, że nikt, ani nic mi humoru nie zepsuje 😊
      A co do słoiczków to faktycznie deserki wchodzą, nawet ok, ale co innego to duży problem, mam jeszcze małe zapasy i muszę je zużyć, więc kombinuję dodając do słoiczków coś swojego, żeby mała zjadła...
      Dziękujemy i dla Was również wszystkiego dobrego 😘

      Usuń
  4. Dajesz dziecku uśmiech,ale i ono wlewa w Twoje serce uśmiech. Też się nie mogę doczekać Świąt, choć już nie mają dla mnie takiej magii jak kiedyś bo jestem przygnieciony życiem... Pozdrawiam was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny 😊
      Nie można tak mówić, z każdej porażki da się wyjść i znaleźć prawdziwe szczęście... Jak się czegoś naprawdę chce. Kiedyś nie wierzyłam w te słowa, ale pojawienie się Wiktorii na świecie dało mi wiarę w to, że marzenia się spełniają. Nie od razu, nie na 100%, ale te największe, najważniejsze w końcu do nas przychodzą. Więc uszy do góry. 😊

      Usuń
  5. No i zainspirowałaś mnie tymi ubrankami 😊😊😊 Ja nie miałam w planach żadnych zakupów odzieżowych dla małej, bo mam dla niej wszystko (kupione i otrzymane "w spadku") a jednak te Wasze cudeńka tak pięknie się prezentują, że kupiłam jeden komplecik świąteczny dla mojej niuńki 😉😉😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez miałam nic nie kupowac specjalnie na święta, ale w końcu to te pierwsze i jednak nie moglam się powstrzymać 😊
      Zamawialam na fabrykabodziakow.pl

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty