środa, 15 maja 2019

Szczepienia, czyli o tym jak prawie zostałam antyszczepionkowcem.

Oczywiście tytuł jest nieco przewrotny. Jasne, że nie będę zaliczać się do grupy tzw. "antyszczepionkowców". Moja wiedza medyczna nie pozwala mi także wiązać szczepień z autyzmem. Zgadzam się również z tezą, że brak szczepień spowodował powrót chorób, z którymi, właśnie dzięki szczepionkom, się pożegnaliśmy.
Nie mniej jednak, po wszystkich naszych dotychczasowych przeżyciach, zaczęłam się troszkę bardziej nad tematem szczepień pochylać i zgodzę się, że nie mamy jednak 100% pewności, że szczepienie w jakiś sposób nam nie zaszkodzi. Oczywiście jest to analogiczne, tak jak w przypadku innych lekarstw, jedzenia itp. W przypadku szczepień jednak nasuwa mi się pewien inny tok myślenia. Otóż zaczynam myśleć, czy jednak kalendarz szczepień nie powinien być lepiej przemyślany. Strasznie dużo tych szczepień w pierwszych 18mż oraz zastanawiam się, czy weryfikacja przeprowadzana przez pediatrów przed szczepieniem nie powinna być dokładniejsza. 
Już spieszę z wyjaśnieniem, co mam na myśli, na podstawie naszego przypadku.

Pierwsze szczepienia w szpitalu bez problemu. Przynajmniej ja nie zauważyłam żadnych objawów, choć kto wie, ta gorączka i biegunka z niewyjaśnionych przyczyn dwa tygodnie po porodzie, może to właśnie szczepienia. Biorąc pod uwagę jak toczą się nasze kolejne spotkania ze szczepionkami, mogło tak właśnie być.

Kolejne szczepienie już w przychodni, zgodnie z kalendarzem:  szczepionka 5w1, wzwB, pneumokoki. Wszystkie trzy na raz. Dwie godziny po szczepieniu pół godzinny płacz, przez pełną dobę gorączka powyżej 38 stopni. W mojej ocenie zanik kontaktu z dzieckiem, ale mogła na to wpłynąć podwyższona temperatura.

Następne szczepienia rozdzielone tydzień po tygodniu. Po 5w1 raczej wszystko w porządku, a po pneumokokach znowu gorączka 38 i powyżej, równo przez dobę. 

Kolejne było znowu 5w1 w 24tż i przebiegło bez zakłóceń. Potem znowu wzwB w 27tż i także wszystko ok.

Idąc dalej doszliśmy do szczepienia MMR, po tym szczepieniu niby wszystko ok. Choć jest szereg objawów, według ulotki, które mogą pojawić się nawet dwa tygodnie po szczepionce. Tydzień po MMR pneumokoki i znowu się zaczęło. Płacz przez pół godziny, wieczorem dreszcze, gorączka przez równo trzy doby, utrudniony kontakt z dzieckiem. Nagle zapomniała wszystko co potrafiła do tej pory. Po ustąpieniu gorączki wysypka schodząca w dół. Najpierw klatka piersiowa, potem uda. Po dwóch dniach zanika. Wiki wraca do normalnego zachowania, przypomina sobie nauczone wcześniej słowa i czynności. Kontrolnie idziemy do lekarza, diagnozuje tzw. "wirusową trzydniówkę" mimo, iż przeważnie choroba ta jest raz w życiu i już właśnie ten raz u nas był, w grudniu, niezależnie od szczepień. Jednak słyszę, że są takie dzieci, które do 4rż przechodzą taką trzydniówkę mimo wszystko kilka razy. Pani doktor widzi zaczerwienione gardło, ale mówi, że już ok, że już po chorobie. Od wizyty mijają cztery dni i znowu gorączka powyżej 38 stopni. Wizyta u innego pediatry, ponieważ była niedziela. Diagnoza ostre zapalenie gardła. Dostajemy antybiotyk. Jednak gorączka znowu przez równo trzy doby i po ustąpieniu gorączki wysypka. Tyle, że do objawów dołącza biegunka. Wiki zmęczona, osłabiona, ale nie jest najgorzej, znosi to wszystko bardzo dzielnie. Myślę, że to uczulenie na antybiotyk (wyrażam właśnie taką głęboką nadzieję), dlatego jutro ponowna wizyta u pediatry. 
Jednak te wszystkie nasze doświadczenia, objawy pojawiające się po szczepieniu przeciw pneumokokom i fakt, że pneumokoki w szczepieniach obowiązkowych są stosunkowo nową szczepionką (klik) i doczekały się ciężkich powikłań (klik), uruchamia moje myślenie. Mianowicie:
Oczywiście wszystko powyżej może być po prostu jednym wielkim zbiegiem okoliczności. I na tym też, stawiając diagnozy, bazują pediatrzy. Nikt nie zgłasza żadnych problemów, działań niepożądanych po szczepieniu, nie mówi się o tzw. NOP (klik). A mnie się zaczyna wydawać, że to trochę zamiatanie pod dywan. Nie jestem za tym, żeby nie szczepić. Oczywiście, że szczepić, ale może po porostu należy się lepiej do tej procedury przyłożyć. 

  • Przede wszystkim zgłaszać wszystko co się dzieje, ponieważ to będzie prowokować koncerny farmaceutyczne do badań nad szczepionkami i ich udoskonaleniem. 
  • Po drugie sztywny kalendarz mógłby stać się kalendarzem indywidualnym. Skoro w przypadku rozwoju są przedziały "od" "do", to dlaczego nie robić tak w szczepieniach? Może nie każdy maluch jest gotowy właśnie w tym samym czasie. Może dostosować kalendarz szczepień właśnie do rozwoju i ustalić szczepienia wraz z osiąganiem przez dziecko kolejnych progów umiejętności?
  • I ostatnia rzecz to dokładniej badać przed szczepieniem. Może badania moczu i krwi, aby odpowiedzieć na pytanie czy na pewno nie tli się jakaś choroba. Oraz dokładny wywiad z rodzicami na temat rozwoju ich pociechy.

Takie właśnie przemyślenia zabrałam po naszych szczepieniach, bo dla mnie to wcale nie są zbiegi okoliczności i chociaż ten największy szczyt szczepionkowy za nami i choć serce mnie boli, kiedy muszę pozwolić ukłuć i pobrać krew Wiktorii, to przed każdym kolejnym szczepieniem zrobię badania, marker stanu zpalnego, CRP i pobiorę Wiktorii mocz do analizy, żebym wiedziała, że przygotowałam się solidniej. A do firm produkujących szczepionki, zgodnie z ulotką, sama wyślę maile, opisując, według mnie, działania niepożądane. Tylko tyle i aż tyle. I trochę zacznę rozumieć rodziców "antyszczepionkowców", ponieważ kiedy po szczepieniu dzieje się jeszcze gorzej niż u nas, to można naprawdę zwątpić.


10 komentarzy:

  1. A ja Cie całkowicie rozumiem. Walczę o indywidualny kalendarz szczepień dla mojego dziecka. Na razie malutka nie jest zaszczepiona - jak dostaniemy kwalifikację od neurologa to i tak najpierw wykonam komplet badań (w tym morfologia, mocz i crp), ale uważam, że to powinno być obowiązkowe.
    Tak samo zgadzam się z (nie)zgłaszaniem NOPów. Każde niepożądane "zachowanie" organizmu po szczepieniu powinno się zgłaszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadaje się, że przy kolejnym dziecku też będę walczyć o kalendarz indywidualny. Mam bliskich znajomych, którzy właśnie pod okiem neurologa byli kwalifikowani do szczepień i teraz rozumiem jakie to było dla nich korzystne. Dużo szczepień mieli odroczonych, gdzie, jeśli korzystaliby z tylko pediatry na pewno ich córka byłaby szczepiona według standardowego kalendarza.
      Dokładnie według mnie powinno się zgłaszać dosłownie wszystko, nie tylko jakieś ściśle określone powikłania, które ktoś sobie ustalił. Poza tym lekarze bardzo rzadko chcą cokolwiek zgłaszać i to jest niesamowicie bulwersujące.

      Usuń
  2. O ray, Sesi, współczuję! Szalałabym z niepokoju! Biedna Wiki :(
    Bob był szczepiono w zasadzie w terminie. Ale pneumokoki wtedy nie były obowiązkowe, kupowałam Prevenar.
    Lolo ma skórę tak atopową plus powiększone wszystkie węzły chłonne, ma pół roku i jeszcze go nie szczepiłam - poza tymi szpitalnymi rzecz jasna. Pediatra sama się zgodziła, że się nie nadaje kiedy miał zaostrzenie wysypki. A teraz się boję. Ale wiem, że na pewno sama kupię 6w1 i Prevenar tj przy Bobie. I nikt mi nie będzie dyktował kiedy, o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I uwierz mi, że szaleję... Ta kruszynka jest dla mnie wszystkim i każda taka chwila to moje kolejne siwe włosy i stres maksymalny.
      Jeśli chodzi o pneumokoki obstawiam, że to kwestia właśnie praparatu. Darmowy jest Synflorix i po nim można wyczytać o sporej ilości powikłań.
      Dobrze, że macie takiego pediatrę. Tak powinno być, wszystko indywidualnie.
      My 5w1 mamy darmowe, ponieważ Wiki to wcześniak. Mogłam dokupić 6w1, ale szczerze mówiąc tyle wydałam na prywatnych lekarzy, że niech chociaż szczepienia będą darmowe, tak pomyślałam. No i w sumie te 5w1 były ok. Te Pneumokoki najgorsze.
      Dużo zdrówka dla Was i Lolo przede wszystkim :*

      Usuń
    2. No niestety koszt tych szczepionek powala...a jaka różnica jest w cenach! U nas w przychodni Prevenar kosztuje 280 - w aptece 180. Tak, STO ZŁOTYCH różnicy.
      Wam też zdrówka! :*

      Usuń
  3. Chcę zacząć od tego, że z twoich wpisów zawsze dowiaduję się czegoś interesującego. Stosuję się do twoich rad, tak jak w przypadku wit D. Ja, w końcu poniekąd doświadczona mama, stosuję się do twoich rad - możesz czuć się dumna :-D :-P
    Ale do rzeczy.
    Miałam cię pytać, czy pneumokoki są już darmowe, ale później doczytałam. :-)

    To jest okropne, co piszesz, i nie wierzę w przypadki. Zwłaszcza ten brak kontaktu i chwilowe uwstecznienie. Bardzo niepokojące. Jesteś mamą, i wiesz, czujesz, że coś jest mocno nie tak, i czym to jest spowodowane. Co prawda Tamaluga znosiła szczepienia dość dobrze, ale u wielu moich koleżanek właśnie walczyli z gorączką, biegunką, wymiotami. Dlatego i ja, już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym i też uważam, że każde dziecko musi mieć swój indywidualny czas. Że o dokładnych badaniach nie wspomnę, bo u nas też pani doktor po łebkach, i do pokoju szczepień. Przeraża mnie ta częstotliwość szczepień, i powiem ci, że ja nie pamiętam jak to było u Tamalugi, ale wydaje mi się, że zdecydowanie rzadziej.
    Trzeba zgłaszać takie rzeczy, jak najbardziej.
    Niesamowicie mądry i wartościowy wpis. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, to ja dziękuję. Bardzo mi miło, że moje wpisy stanowią swego rodzaju poradę (oczywiście wszystko na własną odpowiedzialność) Nie mniej jednak na pewno staram się, aby było rzetelnie, a z racji swojego zawodu medycznego, zapewniam, że uaktualniam wciąż swoją wiedzę i przysięga Hipokratesa jest na pierwszym miejscu.
      Tak, pneumokoki od 2017 roku są darmowe - Synflorix.
      Niestety też ciężko mi w przypadkowość uwierzyć. Jutro zamierzam sama od siebie pisać maila do producentów szczepionek. Wiem, że nie da to zbyt wiele, ale ja będę miała poczucie, że nie zostawiłam tego tematu.
      Wiele myśli galopuje po mojej głowie i pewnie się domyślasz jaka jest radość mego serca, kiedy Wiki wraca do "noramalności". Chociaż kilka rzeczy jeszcze nie wróciło, ale podobno bywa też tak, że jak dziecko fascynuje się czymś innym, to dawnych umiejętności nie powtarza, a aktualnie wraca temat chodzenia za ręce i przy wszystkim, więc może mówienie i pokazywanie zeszło na dalszy plan. Na to liczę.
      Przy drugim bobo powalczę o bardziej indywidualne podejście.

      Usuń
  4. Ja sobie przeczytałam te opowieści i potem jeszcze kilka artykułów wyszukałam i naprawdę zszokowało mnie to, co przeczytałam, i nawet z Tomkiem rozmawiałam na ten temat. Człowiek miałby zupełnie inne podejście, gdyby był informowany o ewentualnych konsekwencjach, bo zatajanie prawdy to najgorsze, co lekarze mogą zrobić.
    Ja też mam nadzieję, że u Wiki wszystko OK. :-)
    A jaki masz zawód, jeśli to nie tajemnica?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wykonuję najgorzej oceniany i niedoceniany zawód, jakim jest pielęgniarstwo.

      Usuń
    2. Ja doceniam! Ja doceniam! :-D

      Usuń